• A mi tofu zaczyna smakować, czyli życie z mnichami

    Wu Wei Si to przede wszystkim świątynia, miejsce modłów, medytacji i śpiewania mantry. Trening kung fu jest dobrowolny, więc nie każdy mnich w pomarańczowym stroju jest mistrzem sztuk walki. Wu Wei Si propagowało odmianę buddyzmu bardzo popularną w tej części Azji. W dużym uproszczeniu wierzyli, że poprzez wykonywanie odpowiednich czynności za życia, człowiek jest w stanie “wyrwać się” z cyklu karmy i reinkarnacji, żeby po śmierci trafić do swego rodzaju buddyjskiego czyśćca  – w którym świadomość może medytować tak długo aż osiągnie Nirvanę – stan wiecznego szczęścia. Jedną z takich czynności jest ciągłe wypowiadanie “amitofo” (czyt. amitofu) jako pozdrowienia, podziękowania za posiłek, itd. Można powiedzieć że to swego rodzaju buddyjski…

  • Wejście Smoka… po ciemku, czyli dlaczego do klasztoru zabrała mnie policja

    Pobudka Była piąta rano. Obudziłem się z twarzą oddaloną od sufitu o jakieś 30 centymetrów, w ubraniach, chociaż bez skarpetek. Rozebranie się na noc do bokserek byłoby trochę niestosowne, zważywszy że noc spędziłem w wagonie sypialnym, który dzieliłem z rodziną z dwójką dzieci. Ale najważniejsze że dotarłem na miejsce. Dali, położone na południu Chin, to urokliwe miasteczko, które dzięki kombinacji pięknych świątyń, nieskażonej natury i przemyślanej infrastruktury (w postaci kolejki linowej i miejskich łódek), stało się jednym z najpopularniejszych wśród Chińczyków miejscowości wypoczynkowych.  Przyczyniły się do tego zadbane obiekty naturalne w postaci pasma gór i jeziora. W sercu Dali wielu turystów może spędzić popołudnia w Old City, czyli po naszemu…

  • Wstęp

    „Jeśli będziesz chciał założyć własną szkołę walki w Polsce, to możesz posłużyć się moim imieniem.”    Takimi właśnie słowami pożegnał mnie mój Sensei.   Taka propozycja, poprzedzona latami wspólnych treningów, podbudowała mnie bardziej niż najczarniejszy z pasów. Ja miałem jednak inne plany.    Po 5 latach w Anglii, wracałem już do Polski na stałe, jednak najpierw chciałem zrobić mały przystanek – Azję, a dokładniej: Chiny, Hong Kong, Filipiny, Japonie i Tajlandie. Chciałem tam trenować.   Takie marzenie miał chyba każdy, kto kiedykolwiek założył kimono – wyjechać do krajów Dalekiego Wschodu i trenować lokalne Sztuki Walki. Ja to zrobiłem. Ten blog opowida o takiej podróży.    Brzmi ciekawie? Zapraszam do Spisu…