A mi tofu zaczyna smakować, czyli życie z mnichami

Wu Wei Si to przede wszystkim świątynia, miejsce modłów, medytacji i śpiewania mantry. Trening kung fu jest dobrowolny, więc nie każdy mnich w pomarańczowym stroju jest mistrzem sztuk walki. Wu Wei Si propagowało odmianę buddyzmu bardzo popularną w tej części Azji. W dużym uproszczeniu wierzyli, że poprzez wykonywanie odpowiednich czynności za życia, człowiek jest w stanie “wyrwać się” z cyklu karmy i reinkarnacji, żeby po śmierci trafić do swego rodzaju buddyjskiego czyśćca  – w którym świadomość może medytować tak długo aż osiągnie Nirvanę – stan wiecznego szczęścia.

Jedną z takich czynności jest ciągłe wypowiadanie “amitofo” (czyt. amitofu) jako pozdrowienia, podziękowania za posiłek, itd. Można powiedzieć że to swego rodzaju buddyjski odpowiednik wykonywania Znaku Krzyża. Amitofu jest słowem zaczerpniętym ze starożytnych Indii ale wypowiadane w chiński sposób, tak jak w Polsce przyjęło się wypowiadanie “sory” zamiast “przepraszam”, które brzmi inaczej niż miękko wypowiadany anglojęzyczny pierwowzór. 

Używanie buddyjskich pozdrowień to tylko część etykiety panującej w Wu Wei Si. Każdy mieszkaniec miał swoją własną miskę i parę pałeczek, które należało trzymać u siebie w pokoju i samodzielnie myć po każdym posiłku. Wszystkie dania były wegetariańskie – zawsze ryż, gotowane warzywa, smażone tofu i zupa. Czasami podawano też “baozi” – gotowane na parze bułeczki ze słodkim nadzieniem. Zawsze cieszyły się dużym wzięciem, jako że były jedynym deserem jaki podawano w świątyni.

Baozi - Pychota!
Ciasto wygląda na surowe, ale to tylko pozory.

Do nabierania jedzenia używano osobnych pałeczek – wspólnych. A ponadto nie wolno było niczego sobie nałożyć dopóki Sifu (mistrz/ główny mnich) nie zrobi tego pierwszy.

Jedzenia było sporo i nikt nikomu niczego nie żałował (a zwłaszcza panie kucharki, które uwielbiały zdrowy apetyt cudzoziemców), ale jako że jest to świątynia buddyjska, trzeba było unikać nadmiaru – dlatego też każdy miał obowiązek zjedzenia wszystkiego co sobie nałożył. Nie było też mowy o marnotrawstwie – jeśli ktoś nie radzi sobie z jedzeniem pałeczkami, lub na skutek zmęczenia treningiem, nie miał już siły w palcach i upuści kawałek jedzenia, musi ten kawałek podnieść i zjeść. Bez dyskusji! 

Podczas pobytu w Wu Wei Si jest możliwość uczestniczenia w różnego rodzaju modlitwach i ceremoniach, ale bez przymusu. Jeśli ktoś to przyjechał dla treningu i nie interesuje go praktykowanie buddyzmu to może śmiało zostać, pod warunkiem że nie będzie innym utrudniał życia. Czyli trochę tak jak normalnie w świecie. Był jeden wyjątek – a mianowicie posążek Buddy, któremu należało złożyć pokłon przed wejściem na jadalnię.

Budda
Pielgrzymi składali swoje dary dla zmarłych, poprzez palenie ich u stóp tej figury. Zwykle było to jedzenie i drobne słodycze, ale słyszałem o przypadku ofiary z IPoda.

 

Unikałem tego jak mogłem, bo nie miałem zamiaru praktykować cudzej religii, ale w momencie gdy w pomieszczeniu siedzieli Sifu i wszyscy mnisi, takie nonszalanckie przejście obok mogłoby zostać uznane za zniewagę. Używanie “amitofu” jakoś mogłem przeżyć, bo w końcu to ich dom i ich zasady, ale ten posążek mi jakoś nie odpowiadał.

Wtedy z pomocą przyszedł inny “Budda” – pierwszy z jakim miałem w życiu kontakt, a mianowicie mój dobry kolega z czasów szkoły średniej. Pomimo bycia Polakiem czystej krwi, wyróżniał się z tłumu niespotykanym wręcz, iście mongolskim typem urody. Stąd pseudonim “Budda”. Posąg w jadalni nawet go trochę przypomniał – brakowało tylko okularów. Za każdym razem gdy wchodziłem do jadalni i nie mogłem sprytnie przejść obok, zatrzymywałem się przed posągiem, robiłem ukłon mrucząc pod nosem: “siema Budda! Co tam?”

Dziedziniec. Tutaj nauczał Sifu
Dziedziniec. Tutaj nauczał Sifu

Pod nieobecność instruktorów Kung-Fu, swoje pierwsze dni spędzałem na treningu Tai Chi. Zajęcia prowadziła Mai – mała, drobna Chinka, która jako jedyna ze stałych mieszkańców, ubierała się na co dzień w typowo zachodnie stroje, przyozdobione zawsze w ten sam lekki szal z kwiecistym wzorem. Dopiero szkoliła się na zakonnicę, więc na pomarańczowy strój było dla niej za wcześnie. Miała jednak już na tyle wiedzy, by w prostych słowach wytłumaczyć mi różnicę między Wu Wei Si a głównymi nurtami Buddyzmu:

“Kiedy medytujemy” – zaczęła Mai – “ to nie staramy się osiągnąć pustki umysłu. Odczuwamy emocje, nawet te złe, ale nie dajemy im się ponieść.” Brzmiało to bardzo ładnie, ale ja potrzebowałem konkretnego przykładu. Dziewczyna zamyśliła się na chwile, po czym dodała: “Dzisiaj rano uderzyłam się nogą w kamień. To bolało, ale starałam się skupić na tym co akurat w danej chwili robiłam, mimo że nadal odczuwałam ból. Chodzi o to żeby nie skupiać się przeszłości i złych emocjach. Żyj w danym momencie.”

Kto by pomyślał, że dewiza “Carpe Diem” dotrze aż tu. Skupianie się na czynności wykonywanej w danej chwili to coś o czym warto było pamiętać, mieszkając w murach tej świątyni. Trzeba było się mocno skupiać się na swojej misce podczas obiadu, mimo rąk obolałych od treningu, bo tutejsza etykieta zabraniała upuszczania jedzenia na podłogę. Co rano chodziliśmy na spacery balansując kamieniami na głowach, w ramach treningu równowagi. Trzeba też było się skupiać na dokładności ruchów Tai Chi, mimo że to nie po to się tu przyjechało…

Makiwara, stary worek i plac wyłożony kostką. Warunki rodem z Rockiego IV

 

– Mai, a czym sam Sifu nie mógłby nas uczyć Kung Fu?

– Sifu w tej chwili prowadzi lekcje medytacji, a sztuk walki uczy już rzadziej. Szkoda, bo jest w tym bardzo dobry. Jakieś 20 lat temu miał swojego ucznia, który nie mając wcześniejszego doświadczenia w sztukach walki, trenował u niego przez 3 lata. Teraz prowadzi własną szkołę w Izraelu. Tutejsi mnisi, którzy znają Kung Fu, również trenowali pod okiem Sifu. Podobno potrafi być bardzo surowy.

Tu przerwała na chwilę, żeby podejść do jednego z chłopaków trenujących Tai Chi i poprawić jego pozycję . “Ale nie przejmuj się” – dodała. “Mnisi, którzy odwiedzili nas żeby wspólnie medytować, wyjeżdżają dzisiaj. Także macie szczęście. Od jutra wasze treningi zacznie prowadzić Xing Hui.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *