• Super-zakonnica i anty-Shaolin czyli trening Kung-Fu

    Dzień zaczynałem zawałem serca. Było to za sprawą półtorametrowego, mosiężnego dzwonu, w który mnisi bili z samego rana na znak rozpoczęcia dnia. Dzwon był głośny, uderzenia mocne, a mój pokój – boleśnie blisko dzwonu.  Do Wu Wei Si przyjechałem w poszukiwaniu treningu Kung Fu rodem z Shaolinu, ale to miejsce Shaolinem nie było. Wu Wei Si to przede wszystkim świątynia, a treningi były dla mnichów tylko możliwością. Sam Sifu znał wiele styli Kung Fu, a to czego tu nauczano było po prostu jego osobistą interpretacją, będącą wynikiem wieloletnich podróży po kraju. Co do samego Shaolinu. Bardzo dobrze że mnie tam nie ma! Według wszelkich przesłanek dostępnych w internecie, legendarny klasztor…

  • A mi tofu zaczyna smakować, czyli życie z mnichami

    Wu Wei Si to przede wszystkim świątynia, miejsce modłów, medytacji i śpiewania mantry. Trening kung fu jest dobrowolny, więc nie każdy mnich w pomarańczowym stroju jest mistrzem sztuk walki. Wu Wei Si propagowało odmianę buddyzmu bardzo popularną w tej części Azji. W dużym uproszczeniu wierzyli, że poprzez wykonywanie odpowiednich czynności za życia, człowiek jest w stanie “wyrwać się” z cyklu karmy i reinkarnacji, żeby po śmierci trafić do swego rodzaju buddyjskiego czyśćca  – w którym świadomość może medytować tak długo aż osiągnie Nirvanę – stan wiecznego szczęścia. Jedną z takich czynności jest ciągłe wypowiadanie “amitofo” (czyt. amitofu) jako pozdrowienia, podziękowania za posiłek, itd. Można powiedzieć że to swego rodzaju buddyjski…