• Super-zakonnica i anty-Shaolin czyli trening Kung-Fu

    Dzień zaczynałem zawałem serca. Było to za sprawą półtorametrowego, mosiężnego dzwonu, w który mnisi bili z samego rana na znak rozpoczęcia dnia. Dzwon był głośny, uderzenia mocne, a mój pokój – boleśnie blisko dzwonu.  Do Wu Wei Si przyjechałem w poszukiwaniu treningu Kung Fu rodem z Shaolinu, ale to miejsce Shaolinem nie było. Wu Wei Si to przede wszystkim świątynia, a treningi były dla mnichów tylko możliwością. Sam Sifu znał wiele styli Kung Fu, a to czego tu nauczano było po prostu jego osobistą interpretacją, będącą wynikiem wieloletnich podróży po kraju. Co do samego Shaolinu. Bardzo dobrze że mnie tam nie ma! Według wszelkich przesłanek dostępnych w internecie, legendarny klasztor…